Wicepremier Janusz Piechociński o górnictwie

Wicepremier Janusz Piechociński o górnictwie.

piechocinski1


Poniżej prezentujemy dwie wypowiedzi wicepremiera Janusza Piechocińskiego dotyczące polskiego górnictwa przedstawione na portalu wnp.pl w dniach 9 i 10 stycznia br.
Piechociński: ważne rozmowy z zarządami spółek węglowych i związkowcami.
30 stycznia wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński spotka się z szefami spółek węglowych oraz górniczymi związkami - dowiedział się portal wnp.pl.

piechocinski2

Fot. PTWP (Maciej Kwaśniewski)
- Mam zaplanowane długie, całodniowe spotkanie z prezesami spółek węglowych, a także z przedstawicielami górniczych związków zawodowych - mówi portalowi wnp.pl Janusz Piechociński, wicepremier i minister gospodarki. - Wybieram się na to spotkanie razem z ministrem pracy i polityki społecznej Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem. Będę już wówczas zapoznany ze zweryfikowanymi materiałami na temat poszczególnych spółek węglowych. Ponadto niebawem zamierzam się spotkać z przedstawicielami firm energetycznych - podsumowuje Janusz Piechociński.
Wicepremier Piechociński nie ukrywa, że będzie też rozmawiał z górniczymi związkowcami o planowanych protestach.

- Chodzi o to, czy będą to akcje protestacyjne w postaci oflagowania i wskazania na konkretne problemy, czy też te akcje protestacyjne dotkną bezpośrednio funkcjonowania poszczególnych zakładów pracy - zaznacza w rozmowie z portalem wnp.pl Janusz Piechociński. - Ważny jest dialog, trzeba ze sobą rozmawiać i wymieniać się argumentami. Istotną kwestią będzie uruchomienie rezerw tkwiących w górnictwie. Już na poziomie poszczególnych zakładów trzeba rozmawiać, by ludzie mieli pełne informacje na temat sytuacji rynkowej, w tym kosztów, prognoz, i tak dalej.
Jerzy Dudała
Wicepremier Piechociński:
 zatrzymać wzrost kosztów w górnictwie,
 odpadną prezesi, dla których poprzeczka jest za wysoko.


Czy zdołamy w kolejnych latach utrzymać poziom wydobycia oscylujący wokół 70 mln ton węgla rocznie, a co za tym idzie, czy damy radę utrzymać miejsca pracy w górnictwie?
- To będzie zależało od wielu czynników, w tym między innymi od postępu technologicznego w branży, od innowacyjności, od poprawy efektywności. Polskie górnictwo musi zrobić wszystko, by utrzymać zdolność do konkurowania na globalnym, ponadeuropejskim rynku.
Na ten rynek napływa węgiel z różnych krajów, w tym między innymi ze Stanów Zjednoczonych, co przekłada się na poziom cen surowca.
Odpowiadając na pańskie pytanie, trzeba też zaznaczyć, że będzie to kwestia kształtu energetyki węglowej w Polsce. Ważne będzie podtrzymanie aspiracji, byśmy byli wytwórcą i sprzedawcą energii netto.
O przyszłości polskiego górnictwa zadecyduje też uruchamianie nowych pokładów, uelastycznianie pracy, czy wykorzystanie metanu, na którym też będzie można zarobić.
Kluczowe będzie utrzymanie procesów inwestycyjnych w sektorze węglowym. Należy też odejść od filozofii wyznawanej w trakcie przetargów, że liczy się najniższa cena. Ta cena musi być sensowna, natomiast na pierwszym miejscu musi być jakość. Choćby dlatego, że przestoje wiele kosztują.
Ważne, by w kolejnych latach powstrzymać wzrost importu węgla do Polski, bo będzie on zagrażał stabilności miejsc pracy w polskim górnictwie. Tego nie da się zrobić metodami nakazowymi. Ważny będzie wzrost produktywności i efektywności oraz optymalizacja kosztów.

Kopalnie powinny fedrować przez 7 dni w tygodniu?

- Doświadczenia kopalni Silesia, a także Lubelskiego Węgla Bogdanka, pokazują, że w pozostałych spółkach węglowych należy uzgodnić z pracownikami nowe zasady pracy, przystające do obecnych realiów.
Czyli, kopalnia pracuje przez siedem, a górnicy przez pięć dni w tygodniu.
Musi też być poprawiona organizacja pracy. W niektórych kopalniach górnicy pracują tylko przez 3,5 godziny. To się musi zmienić.
Ważna będzie więc poprawa systemów transportowych na dole kopalń. Trzeba też pilnować kosztów, co oczywiście nie może się odbywać kosztem bezpieczeństwa pracy górników, które jest najważniejsze.
Dostrzega Pan problem górniczych kadr?

- Oczywiście, błędem przed laty było zdewastowanie szkolnictwa górniczego. Menedżerowie górniczy wskazują, że absolwent szkoły górniczej potrzebuje trzech lat, by stał się w pełni samodzielnym pracownikiem.
A co dopiero z tymi, którzy przychodzą do pracy w kopalni i pierwszy raz w życiu ją widzą?! Mamy lukę pokoleniową w górnictwie, to fakt. Powoli odbudowujemy szkolnictwo wyższe.
Oświata publiczna ma między innymi za zadanie dostarczanie kadr określonym gałęziom przemysłu.
To przedsiębiorcy, szefowie spółek węglowych powinni zgłaszać zapotrzebowanie, a sektor szkolnictwa powinien wyjść naprzeciw ich oczekiwaniom. Zresztą to dotyczy nie tylko górnictwa, ale przemysłu w ogóle.

Import węgla do Polski w 2012 roku wyniósł ok. 10 mln ton, a mimo to na zwałach przy kopalniach zalega ponad 8 mln ton. Zapasy surowca ma też energetyka. O czym to świadczy?

- Węgiel wydobywany w polskich kopalniach przestaje być atrakcyjny dla energetyki. Od tej ostatniej wymagamy, by była efektywna. Nie można więc podnosić cen węgla w określonej sytuacji. Nie zmusimy przecież energetyki do kupowania droższego węgla.
Musimy zatrzymać wzrost kosztów. Trzeba to robić racjonalnie.
W czasie koniunktury na węgiel wzrosły koszty - w tym wzrosły płace, a także ceny materiałów i usług. Poziom importu węgla do Polski wskazuje na mniejszą atrakcyjność rodzimego surowca.

Jeżeli mamy koszty prawie 300 zł na tonie, to trudno się temu dziwić.

- Jeżeli koszty polskiego górnictwa będą rosły, to także import węgla do Polski będzie się zwiększał.
Bezpieczeństwo energetyczne jest najważniejsze. Sektor węglowy długo będzie tu jednym z najważniejszych fundamentów.
Nie wolno zapominać, że górnictwo przynosi duże dochody do budżetu państwa oraz do samorządów, a ponadto jest znaczącym pracodawcą.

Prywatyzacja branży to panaceum na jej problemy?

- Trzeba przede wszystkim skoncentrować się na podniesieniu efektywności. Zachęcam menedżerów górniczych oraz załogi i związki zawodowe do rozmów na temat organizacji pracy.

Jeżeli inaczej zorganizujemy wydobycie i wydłużymy je chociażby do 6 dni w tygodniu, to ograniczymy dynamikę wzrostu kosztów. Ważne, by rozmawiać i by ten dialog był prowadzony w spokoju.
Wracając do prywatyzacji, to trzeba też mieć na uwadze sytuację na rynkach. Przy niepewności i braku stabilizacji giełda może bardzo źle wycenić dane przedsiębiorstwa górnicze.
Trzeba się nastawić na poszerzanie rynków zbytu, na zwiększanie konkurencyjności.
Potem dopiero można dyskutować o działaniach dotyczących poszczególnych firm. Najważniejszym zadaniem jest odbudowa zdolności konkurencyjnej polskiego górnictwa, wzrost produktywności i efektywności.
Węglokoks ma zadebiutować na giełdzie w tym roku, zapewne w jego drugiej połowie. Czy przewiduje tu Pan jakieś zmiany?
- Zobaczymy przede wszystkim, jak będzie się przedstawiać sytuacja na giełdzie. Ważny jest bowiem moment wejścia na giełdę, a co za tym idzie wycena rynkowego optymizmu. Bez tego sukcesu nie będzie.
Ważne będzie to, czy uda się nam w 2013 roku zachować przewidywalność nastrojów społecznych w kopalniach. Sprawą fundamentalną będzie odpowiednie uruchomienie tkwiących w branży górniczej rezerw.
Trzeba też nadmienić, że istotne będzie przyciągnięcie nauki polskiej do górnictwa oraz zacieśnianie wzajemnych relacji nauki i przemysłu.
Nie dotyczy to jedynie sektora węglowego, ale również pozostałych dziedzin gospodarki. Przykładowo w radzie nadzorczej ważnej spółki kolejowej pojawi się rektor jednej z politechnik. Za moimi słowami pójdą czyny. Te więzi muszą być zacieśniane z korzyścią dla obu stron.

Zakłada Pan zmiany personalne w zarządach spółek węglowych?

- Przede wszystkim zarządom spółek węglowych stawiam zadania do wykonania. W tym utrzymanie i realizację procesów inwestycyjnych, cięcie kosztów, otwartość na innowacje, znajdowanie nowych rynków zbytu. Ci, dla których poprzeczka okaże się być ustawiona za wysoko, pewnie odpadną. Natomiast ci, którzy dadzą radę, pozostaną na kolejne kadencje.

Jak ocenia Pan postawę górniczych związków zawodowych?

- Dialog musi być prowadzony już na poziomie poszczególnych zakładów. Ważne, by ludzie mieli pełne informacje na temat kosztów, zagrożeń, uwarunkowań rynkowych.
Ze związkowcami trzeba rozmawiać i szukać porozumienia. Dobrze, kiedy określone kwestie stawia się otwarcie. Powinno być tak, że menedżerowie górniczy mają większą wiedzę od działaczy związkowych.

Co z emeryturami górniczymi?

- Czeka nas dyskusja doprecyzowująca, kto jest górnikiem podziemnym, a kto pracownikiem kopalni.
Warto, by zarządy oraz związki zawodowe przygotowały swoje listy. Te stanowiska, które się powtórzą, zaakceptujemy. Natomiast w sprawie pozostałych będziemy się jeszcze zwracać o dalsze opinie.
Jak się Panu współpracuje z wiceministrem gospodarki Tomaszem Tomczykiewiczem z Platformy Obywatelskiej?

- Pracujemy w zespole. Także wewnątrz koalicji i wewnątrz samego resortu podstawą jest dyskusja. Trzeba rozmawiać, wymieniać argumenty i poszukiwać optymalnych rozwiązań.

Dużo was dzieli z Tomczykiewiczem w zakresie górnictwa?

- Proszę wybaczyć, ale jestem od tego, by zdradzać, co nas łączy, a nie, co nas dzieli. A łączy nas przekonanie o tym, że w polskim górnictwie powinna wzrastać efektywność i że sektor węglowy powinien dawać ludziom pracę przez wiele lat. To wyzwania dla nas wszystkich. Polska zamierza być wytwórcą netto i eksporterem energii. I polskie górnictwo ma przed sobą przyszłość.

Czy górnictwo jest dla Pana najtrudniejszą branżą?

- Nie, bo jest przewidywalny popyt na produkty branży górniczej. W samych przedsiębiorstwach górniczych też jest ambicja, by utrzymać miejsca pracy w sektorze węglowym.
W górnictwie potrzebny jest dialog nad nowymi rozwiązaniami w zakresie organizacji pracy.
Jeżeli starannie pochylimy się nad kwestią kosztów, to na rynku będzie miejsce na węgiel z polskich kopalń.
Rozmawiał Jerzy Dudała